Kiedy medycyna musiała przejść na zdalny – czego nauczyła nas pandemia
Pamiętacie te pierwsze dni lockdownu w 2020 roku? Lekarze w maseczkach FFP3, puste korytarze przychodni, a pacjenci w panice dzwoniący po porady. To był moment, w którym polska służba zdrowia musiała błyskawicznie przejść metamorfozę. Z dnia na dzień teleporady z egzotycznej nowinki stały się podstawą działania. I co ciekawe – zadziałało, przynajmniej w większości przypadków.
W mojej przychodni na warszawskim Ursynowie jeszcze w lutym 2020 nikt nie brał poważnie pomysłu konsultacji przez telefon. W kwietniu już nie wyobrażaliśmy sobie pracy bez tego rozwiązania. Zresztą nie tylko my – w całej Polsce skala teleporad wzrosła z kilku procent do ponad 60% w szczytowym momencie pandemii. Lekarze, którzy wcześniej nie potrafili wysłać e-recepty, nagle stawali się specjalistami od wideokonferencji.
Nie tylko Zoom – jak technologie ratowały życie
Prawdziwa rewolucja jednak nie wydarzyła się w gabinetach, ale w laboratoriach i centrach danych. Systemy sztucznej inteligencji analizujące zdjęcia RTG płuc potrafiły wykryć zmiany COVID-owe szybciej niż niejedno doświadczone ludzkie oko. W jednym z poznańskich szpitali opracowano algorytm, który z 92% skutecznością wskazywał pacjentów wymagających natychmiastowej interwencji.
Moja znajoma pielęgniarka z Krakowa opowiadała o pilotażowym programie monitorowania seniorów przez inteligentne opaski. Pani Irena, 84 lata, dostała opaskę we wtorek, w czwartek system wykrył spadek saturacji i wysłał alarm. Gdyby nie to, prawdopodobnie trafiłaby do szpitala za późno – wspomina. Takich historii było więcej, choć media rzadko o nich pisały.
Nie wszystko złoto, co się cyfryzuje
Nie będę jednak udawać, że wszystko działało idealnie. Ile razy zdarzyło się Wam tłumaczyć babci przez telefon, jak ma kliknąć w link do wideokonsultacji? Dokładnie. Dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że co trzeci senior powyżej 70. roku życia rezygnował z teleporady, bo nie potrafił się połączyć.
Prawdziwą zmorą okazały się też ataki hakerów. W zeszłym roku rozmawiałem z dyrektorem IT jednego z wielkopolskich szpitali, który opowiadał, jak przez trzy dni nie mogli wydrukować ani jednej recepty po ataku ransomware. Straszne? Wcale nie najgorszy przypadek w Polsce.
Co z nami zostanie – trwałe zmiany w służbie zdrowia
Teraz, gdy pandemia formalnie się skończyła, wiele placówek zdrowia wraca do normalności. Ale nie do końca tej samej. W mojej przychodni około 40% wiziet nadal odbywa się zdalnie, głównie dla przewlekle chorych i młodych matek z dziećmi. Która kobieta z niemowlakiem woli jechać na 15-minutową kontrolę, skoro może to załatwić przez telefon?
Najciekawsze jednak dopiero przed nami. Niedawno testowałem prototypowy system do monitorowania cukrzycy – mały sensor pod skórą, a wszystkie dane lecą prosto do lekarza. Gdy poziom glukozy zaczyna spadać, system wysyła powiadomienie zarówno pacjentowi, jak i diabetologowi. Brzmi jak przyszłość? W niektórych krajach to już codzienność. U nas pewnie też będzie, pytanie tylko za ile lat…
W sumie to paradoks – globalna tragedia przyspieszyła naszą służbę zdrowia o dobre kilka lat. Szkoda tylko, że potrzebowaliśmy tak dramatycznego bodźca. Ale może właśnie dzięki temu następna rewolucja przyjdzie bez kolejnej pandemii? Chciałoby się w to wierzyć.